Dostałem
tego konia od kowboja.
Ten kowboj zaś nazywał się Mikołaj.
Mówili o nim "Święty", bo miał zwyczaj
Nie nosić żadnej broni nigdy w życiu.
Lubiłem galopować po mieszkaniu,
I byłem mistrzem bloku w ujeżdżaniu.
A dzisiaj rano zginął mi mój koń.
Szeryfie drogi, ty złodzieja goń!
Łap, łap,
łap koniokrada! Szukaj, szukaj po śladach.
Cicho, cicho się skradaj. Dopadniesz gada!
Szeryfie,
Pan odzyskać musi zaraz
Mój prezent od Świętego Mikołaja.
Niech wejdzie Pan w układ z Indianami.
Czerwoni też przydadzą się czasami.
Zostały mi bieguny i nadzieja.
Że wkrótce uda złapać się złodzieja.
Przy windzie powiesiłem gończy list.
Na pewno każdy z was pomoże mi.
Ścigamy wszyscy
razem koniokrada,
Bo taka tej zabawy jest zasada.
Nie o to chodzi, czy nam wpadnie w ręce.
Jest ważne, by było nas coraz więcej.