

LETNIA ROWEROWA WYPRAWA NA BORNHOLM
Dzień trzeci, niedziela.
Dzisiaj, aby porządnie wypocząć po trudach nocnego dojazdu do Kołobrzegu, morskiego rejsu i przebycia pierwszego etapu, postanowiliśmy spedzić dzień bardzo luźno i bez koniczności większego pedałowania na następny nocny postój. Zostaniemy tu na jeszcze jedną noc. I przy tej pięknej okazji oraz przy pięknej pogodzie, postanowiliśmy poznać okolice DUEODDE.

Zaczęliśmy więc od pomaszerowania (bez rowerków!) w okolicę latarni morskiej, gdzie podobno można wejść na sam jej szczyt uiszczając drobną opłatę do metalowej puszki. W bliskiej bardzo okolicy owej latarni miała też znajdować się skrytka Opencaching
DUEODDE FYR (OP1D48 - BOGOBIR) założona tutaj przez Polaka. Cała ekipa próbowała poszukiwać skrytki, ale nie wszyscy potrafili wytrwać do końca. I w zasadzie nikt nie potrafił opisu autora skrytki inteligentnie porównać z istniejącymi warunkami terenowymi. Wreszcie Szefuńcio zaparł się do imentu i tak długo porównywał fotografie z opisu ze wszystkimi drzewami w okolicy latarni. Wreszcie jedno miejsce bardziej od innych pasowało i okazało się, że właśnie tam została ukryta skrzynka ze skarbami. Weronka, obeznana już z procedurą, wpisywała odpowiednie informacje do specjalnego pamiętnika i każdy mógł się podpisać obok podpisu pana Jacka. A w tej zabawie podpisuje się swoim starym harcerskim pseudonimem "Duszek". W tej skrytce zostawiliśmy breloczek do telefonu i nasz jubileuszowy medalik, zaś zabraliśmy fajną kartę pamięci i kolorową plakietkę.

Po tak wielkim sukcesie udaliśmy się do latani morskiej. Okazało się jednak, że latarnia jest już zamknięta, a my jesteśmy kilkadziesiąt drobnych minut po ostatniej godzinie dostępności do zwiedzania. Więc ruszyliśmy ku pobliskiemu morzu (bałtyckiemu). Szliśmy przez wielkie i wspaniałe wydmy. A było ich całkiem sporo. Całkiem spore były też same wydmy. Potem wędrowaliśmy brzegiem morza (cały czas bałtyckiego) i podziwialiśmy wielką pustkę na tej wspaniałej plaży. Aż doszliśmy do drewnianej kładki prowadzącej do cywilizacji tutejszej.

Po drodze Michałek miał okazję zaspokoić swe wspinaczkowe potrzeby i za zgodą Szefuńcia, wdrapał się na rosochatą sosnę. Za nimi na drzewo wdrapała się reszta, czyli wszystkie panienki. Pan Jacek został na ziemi pod pretekstem konieczności fotografowania całego zajścia.

Przy powrocie (płosząc stada królików) mieliśmy okazję zapoznać się z cenami lodów i innych smakołyków miejscowych. Jednak z powodu nieznajomości języka duńskiego, nikt nikt nie kupił. Wieczorem, po kolacji, pan Jacek postarał się o zdobycie w recepcji specjalnego łącza internetowego. I, razem z Michałkiem, zaczął pracować nad pierwszą stroną relacji z naszej wyprawy.

I tak spokojnie oraz też wesoło minął nam dzień. A skoro minął bezpowrotnie, to poszliśmy spać. I tyle.
Wszyscy uczestnicy wyprawy otrzymają pamiątkową płytę CD ze wszystkimi fotografiami z całej wyprawy.
Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.
