| | 9 czerwca
2010
 | |
TULIPANADA 2010
KONCERT LAUREATÓW
Z całego "Gongu" jedna jedyna Zosia Rozbiecka pojechała na Koncert Laureatów tegorocznej Tulipanady. Jednak nikt nie wiedział, co też laureeatka Zosia zdobyła w całym konkursie.

Siedząc na wypełnionej po brzegi widowni i czekając z Rodzicami na swój występ, lekko się denerwowała narastającą chrypką spowodowaną między innymi upałem i duchotą panującą w sali widowiskowej Ośrodka Kultury "ARSUS" w Ursusie. A jeszcze kilkanaście minut wcześniej znakomicie śpiewała przed zespołem na środowej próbie. No i tak nadszedł właściwy moment i Zosia ruszyła na scenę, by zaśpiewać piosenkę ZAKOCHANY PIEROT. Wszyscy laureaci śpiewali po jednej swojej piosence, a nagrody miały być wręczane dopiero po koncercie.

Jeszcze Zosia nie zaczęła śpiewać, a już zdobyła pierwsze, spontamiczne oklaski za spokojne i dokładne przygotowanie sobie mikrofonu stosownie do własnego wzrostu. Trochę to trwało i rozbawiło serdecznie widownię, bo Zosia z bardzo poważną miną i w bardzo zawodowy sposób manipulowała częściami zbyt wysoko ustawionego satywu. I gdy tylko zaczęła śpiewać, denerwująca chrypka szybko uciekła w popłochu gdzie pieprz rośnie. I tyle ją widzieli. Tę chrypkę, znaczy. Kolejne oklaski zdobyła za wdzięcznie wykonywane pirueciki na zakończeniu całej piosenki. Zatem podbiła widownię ze szczętem swym wstępnym bojem wokalnym.

Po występach laureatów odbył się maleńki (tylko trzy piosenki) recital samej Kasi Kowalskiej. Udało się sfotografować panią Kasię już tylko zza kulis, bo trzeba było przygotować się do ceremonii wręczenia nagród i wyróżnień.

Zosia czekająca w kulisach nie za bardzo zdawała sobie sprawę z tego, jaka sława polskiej sceny piosenkarskiej uświetnia swą obecnością cały koncert. Zosia znowu się denerwowała, bo nie wiedziała (tak jak cały tłum wszystkich laureatów), co właściwie zdobyła.

Zosia z Szefuńciem cierpliwie czekała na swoją kolej. Na początku była właściwa, zosina kategoria wiekowa. Zatem na początku początku były wyróżnienia. Dwa wyróżnienia. I Zosi nie wyczytano! O, to już dobrze! Wyczytywane osoby wychodziły na wielką scenę, a takiemu wejściu każorazowo toważyszył mały fragment konkursowej piosenki wyświetlany na wielkim ekranie. Więc był bardzo fajny nastój wielkiego konkursu.
Po wyróżnieniach był odpowiedni czas na trzecią nagrodę. I tym razem Zosi nie wyczytano. O, to już jest bardzo dobrze! I wreszcie Wszyscy usłyszeli nazwisko Zosi jako zdobywczyni drugiej nagrody w swojej kategorii. To już rewelacyjnie! To duży sukces dla Zosi i zaszczyt dla całego "Gongu"! Bo nazwa naszego zespołu była podawana do publicznej wiadomości obok nazwiska laureatki.
Zosia powędrowała na scene i znowu trzeba było czekać na wywołanie wszystkich pozostałych laureatów najmłodszej grupy wiekowej. Potem odebrała od pana burmistrza Ursusa nagrody i dyplom. Po uścisku dłoni burmistrzowskiej jeszcze raz czekała na zakończenie tej części i mogła powędrować do rodziców szczęśliwa i zadowolona z własnego sukcesu. Jak potem zeznała skromnie, liczyła co nawyżej na wyróżnienie. A tu taka niespodzianka! Jest zatem powód do zadowolenia i dumy.
A Szefuńcio, zgodnie z odwieczną tradycją, przyznał Zosi dwa prawdziwe, okrąglutkie PRIX-y! Taki bonus gongowy za piękną drugą nagrodę.
Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.
