KARNAWAŁOWY BAL FUNDACJI "ECHO"
NASZ PIERWSZY KONCERT W NOWYM ROKU
Na nasz pierwszy koncert w 2010 roku nie musieliśmy daleko jechać. W ogóle nigdzie nie jechaliśmy. I nie tylko dla tego, że za oknami zadymka uniemożliwiała jazdę. Nasz pierwszy koncert był u nas, w Domu Kultury "RAKOWIEC" na Rakowcu. Po porannej próbie spotkaliśmy się jeszcze raz, właśnie na popołudniowy koncert.


Po przebraniu się w stroje koncertowe mieliśmy oczywiście troszkę "ulubionej" dykcji i jeszcze bardziej "ulubionej" emisji. Ta nasza kadra nie rozumie, że możemy śpiewać i występować zawsze i wszędzie. Lecz kadra upiera się, by "rozgrzać" aparaciki nasze głosowe bo jeszcze jaka chrypka się przyplącze...
Jednak zaraz po tym Szefuńcio łaskawie puścił nas na początek balu z bardzo wyraźnym nakazem, by rozruszać imprezę w sali widowiskowej. A że ostatnio nie jest nas mało, to okazało się, że zadanie wcale nie jest trudne, a nawet jest przyjemne i bardzo zabawne. Pan Jacek zaś wszystko fotografował samodzielnie, a reszta kadry
wypoczywała dzielnie (po czym?) w naszym gongowym pokoiczku magicznym.

Od czasu do czasu i Szefuńcio pozwalał sobie na chwilkę fotograficznego oddechu i łyczek ulubionej herbatki gongowej. Podobno smakuje jak napój bogów. Znaczy ta herbatka...

Aż wreszcie i nareszcie nadeszła godzina osiemnasta (czasu bardzo, bardzo zimowego) i padło upragnione tajemne hasło, że zaraz wystąpi zespół "GONG". Z wrażenia połowa zespołu pomknęła nie na miejsce zbiórki, a od razu na scenę. Jednak kadra czuwała i była na właściwym miejscu! Na scenę wkroczył sam nasz Szefuńcio i opowiedział troszkę o zespole i w ten prosty sposób dał nam czas na porządne, artystyczne wejście.

Jednak od razu nie zaczęliśmy śpiewać, albowiem koncert ten, przy pełnej sali i przy naszych rodzicach, stał się dobrą okazją by publicznie załatwić zaległą ale bardzo sympatyczną sprawę.
Oto nasza koleżanka, Olcia
Antoniewicz została pasowana na gongowiczkę! Nikt się tego nie spodziewał, a już najmniej sama Ola. I tak mamy teraz w zespole tylko dwójkę nowicjuszy czekających na swoje pasowanie do jakiejś innej, stosownej i koncertowej okazji. Oby krótko!
A po pasowaniu już mogliśmy zacząć śpiewać. najpierw były trzy fajne i bardzo żywe kolędy. Solówek było strasznie dużo, ale i tak nie wszyscy byli zadowolenia. Była też i taka para, która jeszcze na porannej próbie oświadczyła, że chętnie sama zaśpiewa wszystkie piosenki, jakby co... Kto zgadnie, jaka to para?

Po kolędach przeszliśmy łagodnie do bardziej rozrywkowego repertuaru.
Zaczęła Zuzia Kamińska piosenką PANTOFELKI SŁONIA.

Potem Marysia Stępniak opowiedziała dramatyczną historię w piosence KAZIO I KRÓLEWNA.

WIELKA WYPRAWA to piosenka zaśpiewana przez Zosię Sąsiadkę Rubik.

No i na koniec krótkiego (zawsze jest za krótki!) programu ruszyliśmy śpiewającym korowodem przez całą salę. Sporo i tutaj było solówek, a cała sala bawiła się razem z nami. Nawet i dorośli dawali się namówić.

No i w ten sposób rozruszaliśmy całą imprezę. Jak cały zespół pobiegł do naszego magicznego pokoju na drugim piętrze, na obiecane picie i wspaniałe ciasto (od Mamy Aśćki) to sala nagle opustoszała.
Jednak po piciu i po cieście większość wróciła na salę bawiąc się na pierwszym balu karnawałowym w 2010 roku. Około dziewiętnastej godziny rodzice część już pozabierali, ale nieliczne osóbki wymogły na swych rodzicach zabawę aż do dwudziestej. A biedny, zmęczony Szefuńcio czekał, aż do domu uda się ostatni gongowicz.
Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.