29 grudnia
2009

Schronisko na Turbaczu. Schronisko na Starych Wierchach
VI ZIMOWA WYPRAWA TURBACZOWA
WTOREK, DZIEŃ DRUGI I PRZEDOSTATNI
Wtorkowy poranek na Turbaczu był bardzo sympatyczny. Zgodnie z wczorajszą arcygroźną zapowiedzią Szefuńcia, nie było pobudki! Ale i tak wszyscy wstali około dziewiątej godziny w doskonałych nastrojach. Zmęczenie wczorajszą wspinaczką ulotniło się i zregenerowane ciałka pomknęły odświeżyć się w łazienkach.

Potem oczywiście przepyszne śniadanko wielodaniowe i wielosmakowe. Do wczorajszej listy jadłospisowej dodano jeszcze kakao i gorącą czekoladę. Nikt sobie nie żałował.

Pogoda, po nocnej śnieżycy, była znakomita! Wspaniałe słońce i lekki mrozik, tak ze cztery stopnie poniżej zera. Zatem pan Jacek zarządził smarowanie twarzy kremami i można było wyruszyć na spacer po okolicach schroniska. Tym razem w ruch poszły ochraniacze przeciwśniegowe choć zasp wielkich nie było, jakieś 10 cm pokrywy.

Wszyscy ciepło i starannie się ubrali, nasmarowali co trzeba kremami i pozachwycali się pięknymi widokami przed schroniskiem.

Prawdziwie zimowe widoki towarzyszyły nam w drodze do Ołtarza Polowego i jeszcze dalej, na same Czoło Turbacza. Stąd biegnie szlak w inne, odległe i ciekawe rejony Gorców, ale nie dla nas one są. Może kiedyś indziej przyjdzie nam nimi pójść.

W drodze powrotnej miały miejsce zabawy śnieżne i różne wyścigi. Na niebie wypatrzyliśmy też wielkiego ptaka polującego sobie. Może nikogo z nas nie porwie na smaczną przekąskę?

Oto mapka wspólnego spacerku.

Poniższy wykres przedstawia drogę pionową na Czoło Turbacza i drogę powrotną. Jeśli przejedzie się myszką po czarnej poszarpanej linii, można natrafić na miejsca. Drobne różnice widoczne po prawej i lewej stronie wykresu wynikają z różnych dróg w jedną i drugą stronę.
Schronisko na Turbaczu Ołtarz Polowy Czoło Turbacza Ołtarz Polowy Schronisko na Turbaczu
Po powrocie przed schronisko podzieliliśmy się na dwie grupki. Jedna została w schronisku by pomagać panu Jackowi w przygotowaniu wczorajszych zdjęć na naszą stronę Pamiętnika Gongowego. Druga, pod opieką Stasia, właściwie to już pana Stasia, poszła jeszcze na drugą część spacerku, na sam szczyt Turbacza. To miejsce odległe zaledwie o 500 metrów od schroniska i bez żadnej wspinaczki czy podchodzenia. A przed schroniskiem spotkaliśmy dyżurny patrol GOPR-u ze wspaniałym psem w swym składzie. Piesek był bardzo przyjazny i radośnie biegał wśród nas.

W drodze na geograficzny szczyt Turbacza było wesoło choć spokojnie.

Zostawiliśmy wyjątkowo trwałe ślady swej obecności, a zawsze spokojna Renatka postanowiła uczynić na śniegu wielkiego ptaszka.

Południe się zbliżało i czas był, by wracać na obiad. Po drodze troszkę podokazywało się mając za rekwizyty tę nocną odrobinę śniegu. A oto mapka...

Poniższy zaś wykres przedstawia... E, sami zgadnijcie sobie.
Schronisko na Turbaczu Szczyt Turbacza
Przed obiadem jeszcze do stołówki pościągaliśmy różne swoje rzeczy: Staś swoje ulubione zadania matematyczne przed jego maturą, Michałek swoje zabawy origami, różne książki i zeszyty, a pan Jacek swego laptopa, by wysyłać na stronę wczorajsze fotografie. Dzielnie pomagała mu w tym Kaja i Michałek, najpierw spisując numerki fotek, a potem wpisując je dwa razy w odpowiednim miejscu z kodami na stronie Pamiętnika Gongowego. Teksty objaśniające doda się dopiero w Warszawie.

Obiad oczywiście był bardzo urozmaicony. Przyznać tu trzeba, że kuchnia schroniskowa bardzo się poprawiła. Bo dawniej takie naleśniki z serem czy pierogi z mięsem dostępne były tylko rano, do godziny dziewiątej czy dziesiątej, gdy było mniej gości. Obecnie są dostępne o każdej godzinie. Pojawiły się też nowe dania, jak na ten przykład kotlety z oscypków. Więc wszystkim smakowało i każdy się wedle swojego smaku mógł najeść.

Po obiedzie, do samej kolacji, miały miejsce różne gry towarzyskie i zabawy, próby oglądania filmów. Szefuńcio przedstawił nam też pomysł na nowe wodowisko muzyczne na podstawie bajki braci Grimm. Widowisko ma być z piosenkami i może być ciekawe. A będzie się nazywało MUZYKANCI Z BREMY. Pan Jacek, tuż przed wyjazdem wydrukował dla nas kilka sztuk tej bajki wraz z piosenkami. Ciekawostką jest fakt, że cała bajka jest bardzo międzynarodowa. Autorami są Niemcy. Została ona muzycznie i artystycznie opracowana przez rosyjskich autorów oraz dodano do tego rosyjskie piosenki. Z tego rosyjskiego opracowania dokonano przekładu na język polski, a dokonał tego brat naszego Szefuńcia. Onże brat Szefuńcia kiedyś, dawno, dawno temu, przetłumaczył na potrzeby zespołu całkiem zgrabnie piosenkę DOMOWA ŻYRAFA z polskiego na rosyjski, kiedy to "GONG" wybierał się z koncertami do Kujbyszewa (ob. Samara) w Związku Radzieckim (ob. Rosja).

A po kolacji niestety, trzeba było iść wcześniej spać. Jutro wychodzimy z ciepłego schroniska i wracamy do Nowego Targu. A że wybraliśmy sobie drogę przez Stare Wierchy, musimy też wyjść wcześniej.

29 grudnia
2009

Jeśli na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie ich w celu uzupełnienia tych stron.

Napisz do nas.