5 września
2009
NIESPODZIEWANA I NAGŁA WPRAWA ROWEROWA PO SKARBY NA OCHOCIE

Za nami już pierwsza próba w nowym sezonie, a nawet i druga się kończyła gdy pana Jacka naszła chętka na małą wyprawę po skarby. I to nie gdzieś daleko, ale w zasadzie to prawie koło naszych domów. Czyli wszystko na Ochocie. A że próba była udana i syta (z powodu wspaniałego ciasta od Mamy Asi Mali i pysznych gruszek o Mamy Michałka Kawy - dziękujemy!) to i rowerowe towarzystwo wyprawowe szybko się znalazło.

I tak o 15:00 spotkaliśmy się na rogu ulic Grójeckiej i Korotyńskiego. Znaczy Cysia Marcjoniak, Michałek Kawa i nasz Szefuńcio. Zaraz też ruszyliśmy w trasę, ku pierwszej skrytce.

Szybko i sprawnie zajechaliśmy na miejsce, czyli na teren Fortu Szczęśliwice. Fort ukryty jest z dala od ulicy Drawskiej, w głębi działek i działek zdziczałych. Fotka powyższa wszystko naocznie pokazuje.

Na miejscu sporo podreptaliśmy, zanim Szefuńcio znalazł co trzeba. Bardzo sprytnie została ukryta ta skrytka (47) FORTY TWIERDZY WARSZAWA - FORT SZCZĘŚLIWIWCE (SNUFFER) na samym rogu budowli. Była równo 15:40 kiedy dobraliśmy sie do zawartości pudełeczka. Marcelinka zabrała ważny bilet miejski (dwudziestominutowy), a zostawiła małą szklaną kulkę. Pan Jacek dodał nasz gongowy medal i mogliśmy ruszyć dalej. A jak mogliśmy, to ruszyliśmy.

Czekała nas ostra przeprawa przez cały szereg kompleks torów kolejowych leżących raz na nasypie, raz na normalnym poziomie.

Kolejna skrytka (godz. 16:15) to taki połowiczny troszkę sukces, bo niby bez problemu wyszliśmy na właściwy obiekt, ale naszej skrzyneczki na miejscu nie było. Za to w jego środku pełno rozlicznych śmieci
. No to zdegustowani ruszyliśmy dalej, wzdłuż torów kolejowych...

Bardzo nieprzyjemnie się zrobiło, gdy wędrowaliśmy radośnie po stertach śmieci zalegających mdłą i nikłą ścieżkę koło torowiska. I tak, czasem nawet ścigając się z pociągiem do Nasielska, dojechaliśmy na miejsce kolejnej skrytki.

Była godz. 17:20 gdy dojechaliśmy pod dziwny, wiaduktowy przejazd kolejowy. Na górze jednak torów nie było od dawna, a dołem biegła droga, która zaczynała się przed przejazdem i właściwie zaraz za nim się kończyła (48) ARMATNIA (MIDER). I tutaj już mieliśmy zwątpić. Żadnych charakterystycznych znaków czy sensownych wskazówek w terenie. Nic podobnego! Aż tu nagle Marcelinka znalazła ruszającą się cegłę i trafiła skrytkę w samo sedno. Badała skrupulatnie jedną ścianę ceglanego wiaduktu, a pan Jacek drugą. Znaczy, wybrała prawidłowo. W skrytce zostawiliśmy nasz ulubiony medal, a Michałek zabrał staroegipski znak, krzyż Ankh, symbol nieśmiertelności czy czegoś tam (może Michaś pokaże go na najbliższej próbie?). Zaraz potem ruszyliśmy do jeszcze jednej skrytki, ale jej już nie znaleźliśmy, to i opisywać nie będziemy.

I w zasadzie na tym skończyliśmy nasze wyprawowe jeżdżenie po skarbowej Ochocie.
Przejechaliśmy łącznie i dokładnie 11 kilometrów w 3 godziny i 10 minut ze średnią prędkością 3 kilometry na godzinę. Tak zeznał aparat GPS Szefuńcia. Pogoda, choć cały czas się zanosiło, nie zawiodła.

5 września
2009

Jeśli na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie ich w celu uzupełnienia tych stron.

Napisz do nas.