PIKNIK
OGRODOWY
To
już ostatnie w tym sezonie nasze gongowe spotkanie. Oficjalnie dzisiaj właśnie
nasz artystyczny sezon 2008/2009 uroczyście się kończy.

Przyszła
nas bardzo mała gromadka - widać inni albo nie mogli albo pozapominali. Szkoda,
ale i tak ważne, że na imprezie całego Domu Kultury "RAKOWIEC" nasz
zespół był jednak dobrze reprezentowany.
Na samym początku, tak na rozgrzewkę,
można było pobawić się w różne zabawne zabawy.

Na
małą chwilkę przyszli Wronka i Piotruś wraz ze swą Mamą, ale zaraz sobie poszli,
bo musieli. Tymczasem my się bawiliśmy albo patrzyliśmy na wręczanie nagród z
różnych konkursów co odbywały się kiedyś tam i zorganizowane były przez Dom Kultury.
Natomiast nasza kadra była nieobecna, bo zajmowała się zupełnie czymś innym, ale
jednak bardzo dla nas ważnym. Aż kadra się pojawiła dyskretnie, dźwigając kosze
i pudła.

Ponieważ
ceremonia wręczania tych tam nagród ciągnęła się i ciągnęła, my pociągnęliśmy
do bufetu. Nasz Szefuńcio przypomniał sobie, że ma dla nas kupony na obiecane
wypieki grillowe: kiełbaski, kurczaki i jakieś egzotyczne warzywa. Jak już wszyscy
się najedli oraz napili, można było zapoznać się z niespodziankami pracowicie
przytarganymi przez kadrę na piknik. Niespodzianki były dla wszystkich gongowiczów.
nawet dla tych nieobecnych z powodów różnych.

No
i każdemu się dostało coś fajnego, a ci z czołówki naszej punktacji to nawet dostali
różne nagrody: kamerki, słuchawki, latarki i wiele innych niespodziewanych atrakcji
na sam koniec sezonu. No i jeszcze dla wszystkich były pamiątkowe dyplomy. Były
też życzenia udanych, słonecznych wakacji, które przecież już za chwilkę.

Nawet
nasza kadra, Ola i Staś, dostała prezenciki i dyplomy.
Za to pan Jacek zrobił
wielkie oczy na widok słodkiego prezentu dla siebie. Wiadomo, łasuch z niego kosmiczny.
Zaraz też wszystkich poczęstował smakowitymi pralinkami. Całe szczęście dla niego,
że było nas tak mało, bo dla Szefuńcia zostały aż cztery pralinki...

Na
koniec naszej uroczystości jeszcze pamiątkowe zdjęcie z i bez klowna co chodził
na szczudłach.

Wreszcie
Szefuńcio mógł dostać i zjeść swoją przydziałową porcję kurczaka. A dostał taką
protekcjonalną, podwójną. Smacznego!
Zostało jeszcze trochę czasu na dodatkowe zabawy z talerzami na kiju albo
z kółkiem.
I tak nasz sezon artystyczny się wziął i zamknął z trzaskiem i
rozmachem. I tyle nas widzieli...
D zobaczenia na pierwszej próbie we wrześniu!
Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.
