16 czerwca
2009
OSTATNIA PRÓBA GONGOWA

Cały pierwszy głos stawił się na ostatnią swą próbę. No warto było przyjść, bo próba nie była zwykła, codzienna. Pogoda była nawet troszkę łaskawa, więc...
Ale najpierw to była dykcja którą zaczęła prowadzić najmłodsza gongowiczka, mała Weronka Grucza. Była tak zdumiona i przestraszona swą niespodziewaną rolą, że na chwilę zapomniała języka w gębie. Ale zaraz zaczęła robić swoje. Roczna praca przyniosła swoje oczekiwane efekty. Po Weronce zajęcia poprowadziła dalej ciut starsza Asia Mali. Ta nie miała kłopotów z brakiem odwagi. Potem jeszcze Piotruś kombinował dykcyjnie, aż każdy z obecnych cos swojego dykcyjnego reszcie zadysponował.
Po dykcji miała być oczywiście emisja, ale tu pokazała się pierwsza pyszna niespodzianka. Okazało się bowiem, że wśród gongowych Mam zaczyna się cicha, choć smakowita rywalizacja. Po kilku wspaniałych ciastach fundowanych przez Mamę Asi Mali, na wypiek dla "Gongu" zdecydowała się Mama Paulinki Jagiełło. No i zamiast emisji było jedzenie ciasta. Dokładkom nie było końca. Aż się ciasto skończyło.
A po cieście pokazała się kolejna niespodzianka. Czyli już druga (ale nie ostatnia) na dzisiejszą próbę. Oto pan Jacek, nasz Szefuńcio nieśmiało zaproponował spacer do parku i ewentualne zabawy w podchody, czy cos tam innego. Nawet nie skończył mówić, a już staliśmy ubrani i ustawieni w pary na gongowym korytarzu. A że pogoda właśnie okazała troszkę łaski, to śmiało ruszyliśmy w drogę.
Na miejscy bawiliśmy się w chowanego. Na początku trzeba było troszkę nauczyć się zasad zabawy, ale to poszło bardzo szybko. Tylko trzeba było wszystko kilka razy powtarzać, ale nie było to nudne.
Trafiła sie jedna bolesna dla Renatki przygoda. Oto została uderzona przez młodszego kolegę kamieniem. Zapewne nie chcący. ale jednak. Popłynęło trochę łez, ale szybko zniknęły, gdy sie okazało, jaką to zdumiewającą karę zadysponował Szefuńcio winowajcy. Otóż musiał on Renatkę pocałować w policzek i oczywiście, przeprosić. Z pewnym ociąganiem zrobił to bardzo zawstydzony i zażenowany. Ale zrobił. I pewnie zapamięta to na całe życie. Przynajmniej na to gongowe życie. No i te łzy natychmiast zniknęły. Zastąpił je śliczny uśmiech.
Powrót do "Gongu" był bardzo wesoły, co ilustrują fotki wykonane telefonem pana Jacka.

No i tak zakończyła się ostatnia próba gongowa w kończonym właśnie sezonie artystycznym 2008/2009.
PS. Trzecią niespodzianką była śliczna tęcza jaka pokazała się nad ulicą Pruszkowską, już po zakończeniu próby.

16 czerwca
2009

Jeśli na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie ich w celu uzupełnienia tych stron.

Napisz do nas.