OSTATNIA
PRÓBA GONGOWA
Cały
pierwszy głos stawił się na ostatnią swą próbę. No warto było
przyjść, bo próba nie była zwykła, codzienna. Pogoda była nawet troszkę łaskawa,
więc...
Ale najpierw to była dykcja którą zaczęła prowadzić najmłodsza gongowiczka,
mała Weronka Grucza. Była tak zdumiona i przestraszona swą niespodziewaną rolą,
że na chwilę zapomniała języka w gębie. Ale zaraz zaczęła robić swoje. Roczna
praca przyniosła swoje oczekiwane efekty. Po Weronce zajęcia poprowadziła dalej
ciut starsza Asia Mali. Ta nie miała kłopotów z brakiem odwagi. Potem jeszcze
Piotruś kombinował dykcyjnie, aż każdy z obecnych cos swojego dykcyjnego reszcie
zadysponował.
Po dykcji miała być oczywiście emisja, ale tu pokazała się pierwsza
pyszna niespodzianka. Okazało się bowiem, że wśród gongowych Mam zaczyna się cicha,
choć smakowita rywalizacja. Po kilku wspaniałych ciastach fundowanych przez Mamę
Asi Mali, na wypiek dla "Gongu" zdecydowała się Mama Paulinki Jagiełło.
No i zamiast emisji było jedzenie ciasta. Dokładkom nie było końca. Aż się ciasto
skończyło.
A po cieście pokazała się kolejna niespodzianka. Czyli już druga
(ale nie ostatnia) na dzisiejszą próbę. Oto pan Jacek, nasz Szefuńcio nieśmiało
zaproponował spacer do parku i ewentualne zabawy w podchody, czy cos tam innego.
Nawet nie skończył mówić, a już staliśmy ubrani i ustawieni w pary na gongowym
korytarzu. A że pogoda właśnie okazała troszkę łaski, to śmiało ruszyliśmy w drogę.
Na
miejscy bawiliśmy się w chowanego. Na początku trzeba było troszkę nauczyć się
zasad zabawy, ale to poszło bardzo szybko. Tylko trzeba było wszystko kilka razy
powtarzać, ale nie było to nudne.
Trafiła sie jedna bolesna dla Renatki przygoda.
Oto została uderzona przez młodszego kolegę kamieniem. Zapewne nie chcący. ale
jednak. Popłynęło trochę łez, ale szybko zniknęły, gdy sie okazało, jaką to zdumiewającą
karę zadysponował Szefuńcio winowajcy. Otóż musiał on Renatkę pocałować w policzek
i oczywiście, przeprosić. Z pewnym ociąganiem zrobił to bardzo zawstydzony i zażenowany.
Ale zrobił. I pewnie zapamięta to na całe życie. Przynajmniej na to gongowe życie.
No i te łzy natychmiast zniknęły. Zastąpił je śliczny uśmiech.
Powrót do "Gongu"
był bardzo wesoły, co ilustrują fotki wykonane telefonem pana Jacka.
No i tak zakończyła się ostatnia próba gongowa w kończonym właśnie sezonie
artystycznym 2008/2009.
PS. Trzecią niespodzianką była śliczna tęcza jaka pokazała
się nad ulicą Pruszkowską, już po zakończeniu próby.

Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.
