VII
WARSZAWSKI KONKURS PIOSENKI DZIECIĘCEJ
NUTKA 2008
Na dzisiejszy konkurs
spotkaliśmy się dokładnie o tradycyjnej godzinie zbiórki całego zespołu na poranną
próbę i zaczęliśmy razem łagodnym rozśpiewaniem. A po emisji ruszyliśmy tramwajem
do Pałacu Młodzieży.
A w tramwaju powitała nas jedna pani w ciemnych okularach przeciwsłonecznych.
Panią okazała się być Kasia Suwała, była gongowiczka i gongowa kadrowiczka.
I w czasie jazdy tramwajowej Szefuńcio mógł poplotkować z panią Kasią, która
nawet jeszcze pamiętała i Małgosię i Michałka... A i oni pamiętali.

I tak dojechaliśmy do Pałacu Młodzieży...
Już chyba dokładnie siódmy raz jesteśmy na tym raczej nietypowym konkursie w
Pałacu Młodzieży. Jest nietypowy, bo bardzo różni się od wszystkich innych imprez,
w których przychodzi nam brać udział. Uczestników dzisiaj było raczej mało,
bo chyba raptem dwudziestu siedmiu wykonawców. Więc raczej kameralnie. Również
z nagrodami jest dziwnie: nie ma miejsc, a tylko jedna jedyna nagroda GRAND
PRIX, wyróżnienia i na koniec dyplomy... Tradycyjnie też trafiają się różne
przekręcenia nazwisk albo dziwaczne, publiczne komentarze na temat nazwisk dzieci...

Troszkę poczekaliśmy na rozpoczęcie występów, ale tylko troszkę...
A jak już się zaczęło, to cała gongowa szóstka zaśpiewała wszystko, co swoje:
Paulinka Jagiełło - ROPUCHA KŁAMCZUCHA; Jaś
Wieteska - TRZASNĘ DRZWIAMI; Renatka Dziubiak -
KROPELKA ZŁOTYCH MARZEŃ; Marcelinka Marcjoniak
- ROZMOWA Z WĘŻEM; Michałek Kawa - SONG O DWÓI;
Małgosia Wieteska - W MOIM MAGICZNYM DOMU.
Przerwy pomiędzy poszczególnymi gongowiczami niektórzy wykorzystywali na spontaniczne
przytulanie się do Szefuńcia albo na inne zabawne czynności lub na czytanie
kolejnej książki.

Konkursowe przesłuchania szybko się zakończyły i jurorzy udali się na obrady,
a wszyscy obecni mogli sobie jeszcze pośpiewać. To i my załapaliśmy się i zaśpiewaliśmy
TO BEDZIE WESTERN, ale nie cały, tylko jedną piosenkę pod tym tytułem właśnie.
Troszkę zaskoczyliśmy pana Jacka, bo zmówiliśmy się i wykasowaliśmy ostatnią
zwrotkę. Tylko po co? Tego nie wie nikt.

I dalej czekając na wyniki sprawdzaliśmy głębokość odwiecznie suchej sadzawki
Ogrodu Zimowego Pałacu Młodzieży, usłyszeliśmy głos głównej pani jurorki, która
zaczęła ogłaszać wyniki konkursu...

Szybko i sprawnie rozdano wszystkie te mniej i bardziej ważne dyplomy...
I jeszcze wszyscy dostali reklamówkę pełną niespodzianek z różnymi niespodziankami
i prezentami. I po rozdaniu nagród i dyplomów Szefuńcio, wraz z innymi nauczycielami
i opiekunami, dostał bukiet wiosennych tulipanów, które rozdał nam, ale bukiet
był za mały o jedną tulipanową sztukę i dla wszystkich nie starczyło. Więc ruszyliśmy
do domu.

Jak już byliśmy na przystanku przy ul. Dickensa, zauważyliśmy niejaką Marysię
T, która podobno zaparła się, by koniecznie zaśpiewać piosenkę panu Jackowi.
Niestety, pani Sylwia bezlitośnie wygnała Marysię do domu, bo było już po próbie.
I właśnie wtedy spotkaliśmy Marysię... A Marysia jeszcze raz się zaparła i chciała
zaśpiewać koniecznie tę jakąś piosenkę, nawet na ulicy, na przejściu dla pieszych.
Niestety, i Szefuńcio był dzisiaj dla Marysi bez serca, bo nie pozwolił biednej
Marysi śpiewać na przejściach i ulicach i też pognał ją bezlitośnie do domu.
Prawdopodobnie na obiad. Jednak bardziej od Marysi niepocieszony był Michałek
K., którego Marysia nawet nie zauważyła, i był rozżalony, bo sobie z Marysią
nie pogadał... Ot, rozterki młodego serca... A sobota taka słoneczna...
Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.