9 czerwca
2007
PIERWSZA GONGOWA
WYPRAWKA ROWEROWA

PUSZCZA KAMPINOWSKA
i okolice


Zebraliśmy się na stacji PKP Warszawa Ochota sporo przed 8:11 i jeszcze trzeba było czekać na przyjazd pociągu, a dokładniej połowy pociągu, bo koleje oszczędzają... Więc pojechaliśmy do Błonia połową pociągu stojąc z naszymi rowerami i w arcy ciekawym towarzystwie. W naszym składzie brakowało tylko trzech gongowych osób wcześniej zgłoszonych: Zuzia Okienczyc nagle musiała załatwić rodzinną sprawę nie cierpiącą zwłoki, Patryczek Plesiński już prawie wyleczony z zapalenia strun głosowych jeszcze bardziej się rozchorował, Marcelinka Marcjoniak też się rozchorowała z wysypką jakąś ponurą. Gdybyśmy byli w komplecie pewnie zajęlibyśmy wszystkie przejścia w tej połowie pociągu... Dopiero byłoby śmiesznie...
Jak dojechaliśmy do miasta Błonia, od razu postanowiliśmy pojechać na fermą strusi, tak dla jaj...
Ale zanim tak porządnie ruszyliśmy, musieliśmy dowiedzieć się, jak jechać mamy, czyli jak pedałować i w którą stronę i w ogóle. Nawijał nasz pan Jacek. A nawet Olcia swoje odważnie wtrącała...

Jak już do tej fermy dojechaliśmy, to okazało się, że ferma jest zamknięta na sznurek. Też pewnie dla jaj... Strusich. No to pojechaliśmy dalej, aż dojechaliśmy do mostu i tam mieliśmy pierwszy popas: chipsy i sałatki, cola, fanta i takie tam...



Mieliśmy też przeprawy terenowe, bruzdowe, kartoflane i uprawowe.




Po tych koleinach i bruzdach rolniczych dojechaliśmy do kolejnego popasu, co już na nas czekał z kanapkami, sałatkami i napojami. A pogoda zdawała się przechodzić samą siebie. Było coraz goręcej i coraz parniej... Czyli atmosfera nad grupką naszą gęstniała i na coś się najwyraźniej zanosiło...

Nawet mogliśmy pograć w piłkę... Tylko gdzie ona jest? Może ktoś jednak znajdzie... Jest, jest... Widać ją pomiędzy głowami Ani Machnacz i Kacperka Machaja... Trzeba wytężyć wzrok.



Podobno ktoś gdzieś widział na polu zająca czy innego króliczka, a pan Jacek złapał ptaszka na drodze... Ponadto z fauny kampinoskiej dały się zauważyć komary, muchy i gzy oraz krwiożercze, ogromne i w dodatku czerwone mrówki. Same krwiopijce napastujące niewinne dzieci (i pana Jacka)...
Ola odstawiała więc taniec "Dobij gada" i załatwiała w ten sposób sprawę krwawej zemsty na napastnikach.


I tak mógł zaistnieć kolejny popas na którym okazało się, że sałatka Szefuńcia postanowiła opuścić mało szczelny pojemnik i połączyć się z truskawkami. One też chciały na spacer z innego mało szczelnego pojemnika. Obie spotkały się w miłym i szczelnym wnętrzu rowerowego bagażnika pana Jacka. Ile było czyszczenia! Dla Oli podziękowania za pomoc i wyrękę!!! Od Szefuńcia.



Na tym kolejnym postoju mieliśmy bardzo bliskie spotkanie z bardziej przyjaznym przedstawicielem fauny tutejszej, mianowicie z motylkiem się zaprzyjaźniliśmy całkiem solidnie...




Aż udało nam się dojechać całą jeszcze ekipą do sklepu, gdzie w trybie pilnym i nadzwyczajnym trzeba było uzupełnić zapasy, szczególnie napojów. Szefuńcio asekuracyjnie nabył od razu dwie flaszki (po 2 litry) coca-coli, bo poprzednią dokładna ekipa starannie wypiła do ostatniej kropli.


Aż wreszcie atmosfera nie wytrzymała napięcia i pękła nad naszymi głowami. Posypały się gromy i wylała się złość wprost na nasze głowy - w postaci deszczu pierwszego... A potem był deszcz drugi i trzeci. A nawet i czwarty...

Jak już byliśmy w Warszawie, gdy już na Lazurowej ulicy pożegnaliśmy Olcię, pokazała nam się tęcza, co zaraz zrobiła się podwójna, a co bardziej aktywne rowerzystki widziały nawet tęczę potrójną!

I tak jadąc w kierunku "Gongu" zostawialiśmy i żegnaliśmy co rusz inną osobę: Kacperka Machaja we Włochach, Adasia Gulatowskiego, Karolinkę Mazurek i Karolinkę Karczewską przy Szczęśliwicach i wreszcie Anię Machnacz i Michałka Kawę przy na ulicy Majewskiego. Pan Jacek sam dojechał na Wiślicką, ale tam żadnego rodzica nie było, więc udał się też do domu.
9 czerwca
2007

Jeśli na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie ich w celu uzupełnienia tych stron.

Napisz do nas.