2 maja
2007
IV WIOSENNA WYPRAWA NA TURBACZ
Środa, dzień trzeci.

SZTUKA WCHODZENIA & SCHODZENIA


Kacperek obudził się o szóstej nad ranem, czyli tak jak zwykle... Potem Monika, a potem Ania... I wtedy obudził się sam nasz pan Jacuś!!! Wygonił nas na dwór, a sam pospał sobie do dziesiątej. Temu to dobrze... My w tym czasie pooglądaliśmy sobie widoki i widoczki. Było strasznie zimno, więc postanowiliśmy pobiegać! Jak postanowiliśmy, tak i zrobiliśmy. Kacper wywalił sie na zadek (własny) bo nie miał ABS-u.

Rozliczenia finansowe na początek! Kwitki od dań i deserów mnożyły się w rękach! A Szefuńcio płacił i płacił, i płakał...

Skończyliśmy rozliczenia i poszliśmy na wycieczkę, na Czoło Turbacza i w parę innych wyjątkowo atrakcyjnych, pięknych i ciekawych (nie dla Adasia) miejsc! GPS włączony i w drogę! Ławeczka przy chatce i Milki-Waye w ręce! Droga krótka i tylko trochę męcząca (Adasia).




Kibelek przy remontowanym schronisku na samym końcu długiej Hali Długiej był otwarty! Wstęp wolny!!! Śnieg po biodra (Ani), ale nikt się nie zapadł (po biodra Ani), a szkoda, bo by było dużo śmiechu! Adam, nasz dyżurny bohater, marudził i marudził "Knebel mu na gębę!!!"



Kawałek drogi na Czoło Turbacza i tylko postój przy Ołtarzu Szałasowym, zdjęcie adasiowego tyłka, całego w błocie, który to Adaś wywalił się w drodze na Czoło Turbaczowe - w błoto!!! Fajnie było bo słoneczko grzeje, a ławki suche. Każdy głupi się wylegiwał, tylko mądra Ania strugała (wariata!) patyk!!!



Coca-cola stała przy panu Jacku: "Jak tu ją zdobyć??? Chociaż małego łyczka!!!" I tak wszyscy się przyssali do gwinta...



Po następnym postoju na czubku Czoła Turbacza przeszliśmy kawałek i następny postój przy niedalekiej ambonie myśliwych. Tylko dzielny Michałek wszedł na samą górę ambony, a Ania tylko na przedostatni schodek (oczywiście ten górny).


Potem, zaraz po powrocie na Turbacz, mycie butów, zamiatanie podłogi przez Adama, który najpierw nabrudził! A potem pyszny obiadek!!! A na obiadku:
- Ja już nie chcę!!!
- No Adasiu, za mamusię.
- Nie, nie, ja już nie mogę...
- No Adasiu, za Turbacz...
- Nie, pęknę...
- No Adasiu, za Szefuńcia...
Mniam, mniam, mniam, amciu, amciu...



Adam nauczył się chodzić po górach i łóżkach (bez drabinki) i przyznać mu trzeba, że mniej skomlał na szlaku. Pewnie będzie jutro chwalił góry (w które przecież już nigdy nie pojedzie - jak obiecywał jeszcze wczoraj)!!! A jeszcze dzisiaj: film, film, film...
2 maja
2007
Płytkę CD z fotkami turbaczowymi (861 sztuk) możma zamówić u pana Jacka.
Jeśli na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie ich w celu uzupełnienia tych stron.

Napisz do nas.