

VI
WARSZAWSKI KONKURS PIOSENKI
NUTKA
2007
Dzisiaj
wyjątkowo na konkurs w Pałacu Młodzieży pojechaliśmy tramwajem! Ciekawa nawet
odmiana. Miejmy jednak nadzieję, że nie na zawsze...
Do Zimowego Ogrodu dostaliśmy się po skrupulatnym sprawdzeniu obecności, zarejestrowaniu
się wszystkich gongowych solistów. Zabrakło tylko Kasi Marczak, która nagle
dostała chrypy. Ale i tak byliśmy tam najliczniejszą grupą...
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
Wszyscy
śpiewali wspaniale i liczyliśmy na jakieś sympatyczne nagrodowe miejsca i wyróżnienia...
Tymczasem okazało się, że w tym konkursie rozdawane są tylko wyróżnienia...
No i grand prix, ale nie bardzo wiadomo, za co?
I tak jedynym nagrodzonym (tym wspomnianym wyróżnieniem) wśród gongowiczów jest
nasz debiutant i najmłodszy gongowicz - Jaś Wieteska! Gratulacje, gratulacje!!!
Do tego wyróżnienia Jaś dostał upominki i śpiwór (wzięty początkowo za cały
namiot).
Upominki i fantastyczne kwiatki dostali wszyscy, a właściwie prawie wszyscy,
bo organizatorzy nie zauważyli Kacperka Machaja, który jako solista nie śpiewał,
ale dzielnie udzielał się w chórkach wspomagając swoje koleżanki. Więc Kacperek
dostał przydziałowy kwiatek (podstępnie wyszarpany przez panią Sylwię u organizatorów)
oraz specjalną nagrodę od samego pana Jacka.
A skąd Szefuńcio miał specjalną nagrodę?
Otóż nasz Szefuńcio dostał GRAND PRIX!!! Oczywiście, nie śpiewał, ale przygotował
osobiście wszystkich do konkursu na próbach głosów, zespołu i tych indywidualnych.
I to właśnie zostało zauważone przez wysokie jury. No i dostał dwie torby komputerowe,
tabliczkę czekolady i odtwarzacz CD z radiem (na baterie i na prąd). Nie wspominając
o fantastycznym kwiatku... No i jedna z tych szpanerskich teczek trafiła do
Kacperka. I gites marines!... A druga torba wylądowała przymocowana bardzo trwale
do bagażnika roweru pana Jacka. I też gites marines...
A z czekoladą nie wiadomo, co się stało...
W przerwie wszyscy starli się pofotografować albo poszwędać się po Pałacu Młodzieży
w poszukiwaniu pałacowych atrakcji.
Jak widać na załączonych obrazkach kadra tym razem reprezentowana była w znakomitej
większości. A pan Jacek mógł spokojnie zajmować się kolejnymi gongowiczami szykującymi
się do występów.
Więc Ola trenowała fotografowanie wszystkiego, co się nawinęło przed profesjonalny
obiektyw, a nawet jeszcze więcej. Od czasu do czasu sama też pozowała... W końcu
od czego ma się na głowie nową i śliczną grzywkę?
Wszyscy bardzo dobrze się bawili, aż z daleka widać było, że "GONG"
to najweselsza gromadka w całym nutkowym konkursie.
Podobno do niektórej kadry podchodziły różne osoby z pochwałami i gratulacjami
za wspaniałą dykcję i profesjonalne przygotowanie każdego gongowicza. Nawet
trzeba było rozdawać nasze reklamowe kalendarzyki...
A do "Gongu" wróciliśmy tylko minimalnie spóźnieni...
Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.
