|
|
30
kwietnia
2006
|
|
III
WIOSENNA WYPRAWA NA TURBACZ
Dzień trzeci, niedziela.
Po nocy
w podróży i po wczorajszej wspinaczce na szczyt turbaczowy spaliśmy dzisiaj
do oporu. Nawet kochany Szefuńcio nikogo przemocą w łóżka nie zrywał, choć sam
wstał wcześnie i się umył, przebrał. Tylko się nie ogolił, bo tak sobie postanowił.
Tylko po co zabierał na Turbacz maszynkę do golenia? Olcia od razu zaczęła namawiać
go, żeby zapuścił wąsy, jak kiedyś tam, w zamierzchłej historii gongowej było...
Czy Szefuńcio się zgodzi, zapuści i sobie wychoduje, przekonamy się na pierwszej
próbie.

Za oknami pogoda nie szczególna, więc zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy na Czoło
Turbacza gdzie pobyliśmy czas jakiś i powygłupialiśmy się tylko pod opieką pana
Krzysia, po pan Jacuś został w schronisku i dłubał naszą wczorajszą stronę do
Pamiętnika Gongowego.



Karolinka i Olcia miały co chwila okazję do porównań. Ile śniegu było w tym
i tamtym miejscu gdy były tu wcześniej, na II Zimowej Wyprawie na Turbacz...


Dwaj wyprawowi badylarze, Tomeczek i Patryczek, z uporem godnym lepszej sprawy,
wyszukiwali dorodne badyle i uprawiali wojnę badylową na te badyle...

Po powrocie już wydawało się, że jest czas na obiad... Tak przynajmniej wskazywała
godzina widoczna na licznych zegarkach...

Jednak, jak wspomniano wyżej, wstaliśmy późno, późno zjedliśmy śniadanie, a
i w stołówce tłok niesamowity, że nie wspomnimy tu o kolejce do okienka z zamówieniami
posiłkowymi. Wszystko więc nam się przesunęło kapkę w czasie... Poszliśmy więc
na górską, polową mszę w Kaplicy Papieskiej, co ją wczoraj mijaliśmy w czasie
wspinaczki...

Po powrocie do schroniska był wreszcie obiad który smakował, bo już był przez
nasze żołądki i żołądeczki mocno oczekiwany. Zanim jednak na obiad, trzeba było
grzecznie wyczyścić zabłocone obuwie, by tego błota nie nosić do ciepłego wnętrza
i do pokoju...


Po obiedzie to już był wieczór... Pan Jacek jeszcze coś tam dłubał na komputerze,
a my mieliśmy "wolne" w naszym wspólnym pokoju. Ktoś tam sobie czytał różne
ciekawe książki, ktoś udawał, że uczy się różnych przedmiotów szkolnych, inny
ktoś z zadumana miną pisał pamiętnik, ktoś walczył z innym ktosiem dwa razy
większym od siebie, ktoś suszył włosy tańcząc na górnym łóżku... I tak dotrwaliśmy
do bardziej wieczornego wieczorka...


A gdy już nadszedł ten bardziej wieczorny wieczór zapuszczony został na zwolnionym
przez pana Jacka komputerze kolejny film o kolejnych przygodach ciągle dorastającego
Harrego Poterra i jego również coraz bardziej dorastających przjaciołach (i
przyjaciółkach)... Najważniejszą cechą tego filmu były precelki...


Na koniec dnia jeszcze kilka zachwytów nad kończącym się dniem w górach Gorcach,
wprost z okna schroniska na Turbaczu... I tak dziwnie się robi na duszy: nierealnie,
poetycko, pięknie. I że fajnie, że się tu jest, razem.
Na ostateczne zakończenie dnia przeprowadzono uroczyście tasiemcową ceremonię
nocnego żegnania się każdy z każdym. A zaczął pan Jacek:
dobranoc Martusiu - dobranoc panie Jacku, dobranoc
Krzysiu - dobranoc panie Jacku, dobranoc Karinko
- dobranoc panie Jacku, dobranoc Patryczku - dobranoc
panie Jacku, dobranoc Karolinko - dobranoc panie
Jacku, dobranoc Stasiu - dobranoc panie Jacku,
dobranoc Juleczko - dobranoc panie Jacku, dobranoc
Tomeczku - dobranoc panie Jacku, dobranoc Monisiu
- dobranoc panie Jacku, dobranoc Oleńko...
Potem zaczynała Martusia: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Martusiu, dobranoc panie Krzysiu, dobranoc
Martusiu, dobranoc Karinko, dobranoc Martusiu,
dobranoc Patryczku, dobranoc Martusiu, dobranoc
Karolinko, dobranoc Martusiu, dobranoc Stasiu,
dobranoc Martusiu, dobranoc Juleczko, dobranoc
Martusiu, dobranoc Tomeczku, dobranoc Martusiu,
dobranoc Monisiu, dobranoc Martusiu, dobranoc Oleńko,
dobranoc Martusiu.
Następnie zaczynał pan Krzyś: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Krzysiu, dobranoc Martusiu, dobranoc panie
Krzysiu, dobranoc Karinko, dobranoc panie Krzysiu,
dobranoc Patryczku, dobranoc panie Krzysiu, dobranoc
Karolinko, dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Stasiu,
dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Juleczko, dobranoc
panie Krzysiu, dobranoc Tomeczku, dobranoc panie
Krzysiu, dobranoc Monisiu, dobranoc panie Krzysiu,
dobranoc Oleńko, dobranoc panie Krzysiu.
Kolej przychodziła na Karinę: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Karinko, dobranoc Martusiu, dobranoc Karinko,
dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Karinko, dobranoc
Patryczku, dobranoc Karinko, dobranoc Karolinko,
dobranoc Karinko, dobranoc Stasiu, dobranoc Karinko,
dobranoc Juleczko, dobranoc Karinko, dobranoc Tomeczku,
dobranoc Karinko, dobranoc Monisiu, dobranoc Karinko,
dobranoc Oleńko, dobranoc Karinko.
Po Karinie zaczynał Patryk: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Patryczku, dobranoc Martusiu, dobranoc
Patryczku, dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Patryczku,
dobranoc Karinko, dobranoc Karolinko,
dobranoc Patryczku, dobranoc Stasiu, dobranoc Patryczku,
dobranoc Juleczko, dobranoc Patryczku, dobranoc
Tomeczku, dobranoc Patryczku, dobranoc Monisiu,
dobranoc Patryczku, dobranoc Oleńko, dobranoc Patryczku.
Kolej nadeszła na Karolinkę: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Karolinko, dobranoc Martusiu, dobranoc
Karolinko, dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Karolinko,
dobranoc Karinko, dobranoc Karolinko, dobranoc
Patryczku, dobranoc Karolinko, dobranoc Stasiu,
dobranoc Karolinko, dobranoc Juleczko, dobranoc
Karolinko, dobranoc Tomeczku, dobranoc Karolinko,
dobranoc Monisiu, dobranoc Karolinko, dobranoc
Oleńko, dobranoc Karolinko.
Następnie Staś: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Stasiu, dobranoc Martusiu, dobranoc Stasiu,
dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Stasiu, dobranoc
Karinko, dobranoc Stasiu, dobranoc Patryczku,
dobranoc Stasiu, dobranoc Karolinko, dobranoc Stasiu,
dobranoc Juleczko, dobranoc Stasiu, dobranoc Tomeczku,
dobranoc Stasiu, dobranoc Monisiu, dobranoc Stasiu,
dobranoc Oleńko, dobranoc Stasiu.
Po Stasiu Julka: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Juleczko, dobranoc Martusiu, dobranoc
Juleczko, dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Juleczko,
dobranoc Karinko, dobranoc Juleczko, dobranoc Patryczku,
dobranoc Juleczko, dobranoc Karolinko, dobranoc
Juleczko, dobranoc Stasiu, dobranoc Juleczko, dobranoc
Tomeczku, dobranoc Juleczko, dobranoc Monisiu,
dobranoc Juleczko, dobranoc Oleńko, dobranoc Juleczko.
Nadszedł czas na Tomka: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Tomeczku, dobranoc Martusiu, dobranoc
Tomeczku, dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Tomeczku,
dobranoc Karinko, dobranoc Tomeczku, dobranoc Patryczku,
dobranoc Tomeczku, dobranoc Karolinko, dobranoc
Tomeczku, dobranoc Stasiu, dobranoc Tomeczku, dobranoc
Juleczko, dobranoc Tomeczku, dobranoc Monisiu,
dobranoc Tomeczku, dobranoc Oleńko, dobranoc Tomeczku.
Zaczęła Monika: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Monisiu, dobranoc Martusiu, dobranoc Monisiu,
dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Monisiu, dobranoc
Karinko, dobranoc Monisiu, dobranoc Patryczku,
dobranoc Monisiu, dobranoc Karolinko, dobranoc
Monisiu, dobranoc Stasiu, dobranoc Monisiu, dobranoc
Juleczko, dobranoc Monisiu, dobranoc Tomeczku,
dobranoc Monisiu, dobranoc Oleńko, dobranoc Monisiu.
Zakończyła Ola: dobranoc panie Jacku,
dobranoc Oleńko, dobranoc Martusiu, dobranoc Oleńko,
dobranoc panie Krzysiu, dobranoc Oleńko, dobranoc
Karinko, dobranoc Oleńko, dobranoc Patryczku,
dobranoc Oleńko, dobranoc Karolinko, dobranoc Oleńko,
dobranoc Stasiu, dobranoc Oleńko, dobranoc Juleczko,
dobranoc Oleńko, dobranoc Tomeczku, dobranoc Oleńko,
dobranoc Monisiu, dobranoc Oleńko.
Po zbiorowym, choć po kolei, wyrecytowaniu tej nocnej i przedsennej litanii,
w miarę spokojnie błogo zasnęliśmy wreszcie...
Jeśli
na tej stronie natraficie na informacje błędne, mylne lub niepełne - dajcie nam
znać uderzając w poniższy gong. Uzupełnimy wszelkie braki i poprawimy nieprawidłowości.
Jeśli posiadacie jakiekolwiek pamiątki z tego okresu - prosimy o udostępnienie
ich w celu uzupełnienia tych stron.